Gwiazda dywizji Knockouts Laurel Van Ness podczas wywiadu z Metro wyjawiła, że bardzo nie lubi, kiedy fani skandują jakieś seksistowskie okrzyki podczas jej pojedynków oraz, jak krzyczą imię jej chłopaka. Rzecz jasna Laurel obecnie spotyka się z zawodnikiem WWE Zackiem Ryderem.

Jedno doświadczenie, które pamiętam, wydarzyło się w Vancouver, kiedy walczyłam z Nicole Matthews. Byłam wtedy nowicjuszką i kilka pijanych fanów powiedziało parę nieodpowiednich komentarzy. Kiedy walczyłyśmy, to Nicole zatrzymała się i powiedziała coś do nich. Podziałało, przestali gadać głupoty. Jest cienka linia pomiędzy pozwoleniem, aby to do ciebie poszło, a nie zrobieniem nic. Nie uważam, żeby krzyczenie takich rzeczy w stronę kobiety było stosowne, zwłaszcza że jest to nasze miejsce pracy i staramy się was zabawić.

Jestem za wolnością słowa, ale do pewnego stopnia – musisz okazywać szacunek, jesteśmy ludźmi i robi to dla was. Zdarzają się momenty, kiedy słyszę różne rzeczy w ringu, ale osobiście staram się je ignorować, ponieważ sądzę, że wiele osób próbuje zdobyć twoją uwagę poprzez krzyczenie różnych przekleństw albo jakiś nieodpowiednich komentarzy w stronę kobiet. Jednakże mam swoje granice, jak każdy i jeśli ktoś przekroczy tę granicę, to myślę, że coś by ode mnie usłyszał.

Czymś innym od takich komentarzy, ale wciąż strasznie frustrującym i często zdarzającym się, jest, gdy ktoś podczas moich walk skanduje imię mojego chłopaka. Dla mnie jest to bardzo obraźliwe i myślę, że wiele ludzi tego nie rozumie. Nie mam nic do czynienia z moim chłopakiem, kiedy jestem w ringu. Mój związek albo to, z kim chodzę albo, gdzie on pracuje, mnie nie definiuje. Jest to bardzo obraźliwe, gdy krzyczą jego imię, ponieważ w tamtej chwili nie on nie występuje dla nich w ringu, tylko ja, więc czasami, jak słyszę okrzyki Zacka Rydera, bardzo mnie to denerwuje i kilka razy powiedziałam coś, do takich krzykaczy. W takich sytuacjach trzeba się zastanowić, czy ludzie chcą twojej uwagi. Jeśli tak to im jej nie dawaj, nie dawaj im, czego chcą”.

Reklamy